„Pod każdym liczącym się względem nie żyłem. Być może gdzieś wewnątrz krzyczałem, płakałem i skowyczałem jak zwierzę, ale to był ktoś inny, ukryty gdzieś głęboko, ktoś niemający dostępu do twarzy, warg, ust i głowy, toteż na powierzchni jedynie wzruszałem ramionami, uśmiechałem się i poruszałem dalej. Gdybym mógł umrzeć fizycznie, po prostu wszystko odpuścić, ot tak, niczego nie robiąc, opuścić życie tak łatwo, jakbym wychodził drzwiami, zrobiłbym to. Ale zamiast tego musiałem sypiać nocami i budzić się rankiem zawiedziony faktem, że wciąż tam jestem, i z rezygnacją przyjmować dalszą egzystencję.”
„W świecie idealnym można by pieprzyć się z ludźmi, nie oddając im kawałka własnego serca, ale każdy przelotny pocałunek, każde dotknięcie ciała to kolejny odłamek serca, którego już nie ujrzymy.
Aż w końcu samodzielne chodzenie (budzenie się? mówienie?) staje się nie do zniesienia.”
„I w głębi duszy, skrawku, który wciąż należy do niego, nadal uważa, że nie jest zombi, że nie umarł, że istnieje próg, którego wciąż jeszcze nie przekroczył. Choć w istocie przekroczył go dawno temu.”
„Pomyślałem o jeździe na południe, dalszej ucieczce, udawaniu, że wciąż żyję. Wiedziałem jednak, że już na to za późno. Istnieją drzwi pomiędzy żywymi i umarłymi, i otwierają się w obie strony.
Dotarłem tak daleko, jak mogłem.”
09 sierpnia 2009 4


